Klatka nr 2 – Beata Bieniak

Przeraźliwy dzwonek do drzwi i szczekanie psów wyrwało mnie z poobiedniej drzemki. Rozczochrana i półprzytomna stanęłam przed drzwiami przyciskając prawe oko do judasza.
– Kto tam? – zapytałam, widząc w okrągłościach wizjera jedynie ciemność.
– Przesyłka – usłyszałam w odpowiedzi.
Bez pośpiechu otworzyłam drzwi. W nich, stał na baczność, odziany w swój granatowy uniform, listonosz. Na jego twarzy malował się poczciwy uśmiech, na ramieniu wisiała pełna listów ciężka skórzana torba a w dłoniach dzierżył mały, beżowy pakuneczek.
– Dzień dobry pani Beato, mam dla pani przesyłkę.
– To on – pomyślałam i uśmiechnęłam się pod nosem – czekałam na niego.

01

Delikatnie położyłam go na kanapie. Wypiłam szklankę wody, z kuchennej szuflady wyjęłam mały nóż i siadłam obok.
– Czas się przywitać mój drogi – wyszeptałam.
Drżącymi dłońmi rozcięłam zewnętrzną pokrywę pudełeczka i delikatnie uniosłam ją do góry. Z wnętrza uleciał subtelny aromat fotografii a moim oczom ukazał się ON, piękny, ponadczasowy, odziany w mistyczną aurę Parszywej12tki, START B.
– Witaj żołnierzu – rzekłam z uśmiechem na twarzy – zaczynamy nasze manewry.
Stanął wyprostowany, nieśmiało rozejrzał się po pokoju, zamaszyście uniósł kominek i zasalutował:
– Plutonowy START Be melduje gotowość do działania!

02

Leniwie mijały dni. Niesprzyjająca słotliwa aura zmusiła nas do stacjonowania w fotelach. Hektolitry kawy, brytfanny ciasta i niezliczona ilość lampek wina pomagały nam przetrwać ten nieokreślony fotograficzną aurą okres.

03

Był czas na niekończące się dyskusje… Było o sztuce, pseudosztuce, kiczu i glamurach. Był czas na wymianę poglądów i przygotowanie ostatecznej strategii operacji którą trzeba było rychło wykonać.

04

Wpadający przez wąskie, kuchenne okno promyk słońca zwiastował piękny i ciepły dzień. Wiosenne rześkie powietrze zachęcało do wyjścia z domu.
– Nadszedł czas – powiedziałam do Starta przy śniadaniu.
Uśmiechnął się i delikatnie przytaknął kominkiem.
– No to do roboty – rzekł z ulgą w głosie – byle tylko nam się udało.

05

Zapakowany po brzegi gazik niósł nas krętymi drogami do celu. Start korzystając z okazji podziwiał przepiękne odziane w wiosenną słoneczną szatę okolice. Z radia sennie snuła się spokojna muzyka.
– Dokąd zmierzamy – zapytał nieśmiało.
– Do Niemysłowa – odpowiedziałam – do bezkresnych owocowych sadów.

06

Na miejscu w ciszy i skupieniu wykonaliśmy zadanie. Poczułam ogromną ulgę a jednocześnie narodził się we mnie pewnego rodzaju niepokój. Czy aby na pewno dałam radę? Czy nie zawiodłam mojego przyjaciela Starta i całej reszty Parszywej12stki?
Cóż… dowiem się za kilka tygodni. Już się doczekać nie mogę.
Do domu wracaliśmy w zupełnej ciszy. Świadomość bliskiego rozstania wpłynęła na nas nostalgicznie.  To było kilka niezapomnianych dni i nie ukrywam że miałam nadzieję na kolejne spotkania.
Po powrocie do domu delikatnie i z czułością umieściłam go w beżowym kartoniku i owinęłam białymi papierowymi kołderkami.
– Szczęśliwej podróży mój przyjacielu – powiedziałam – Krystian już na Ciebie czeka.
Spojrzał na mnie i szeroko się uśmiechnął.
– Trzymaj się Beata.

07

08

Tekst i zdjęcia: Beata Bieniak

Zapraszam na:

http://fotopasja.wordpress.com/

Reklamy